pamietnik/11/Maj-2006-Polskie-porty-Baltyku

 

          To był fajny rejs. W długi weekend majowy postanowiliśmy z przyjaciółmi popłynąć szlakiem polskich portów. Ograniczeni czasem, lecz ciesząc się z kolejnej wyprawy, ruszyliśmy pociągiem jak zwykle na północ. Założenie było takie, by zobaczyć jak najwięcej przy założeniu, że przy okazji dużo odpoczywamy.


            Tym razem przyszło mi w udziale poprowadzić jacht S/Y Viking. Dzielna, przyjemna jednostka z tekowym pokładem. Popłynęliśmy jak zwykle w kilka jachtów. S/Y Favorita, S/Y Viking, S/Y Lady S i czwarty S/Y Vip.pl. Wszystkie cztery jednostki spotkały się w Gdyni, skąd po zaształowaniu w luźnym szyku wyruszyliśmy w drogę. Zatankowałem pod korek, ostatni rzut oka na ląd. I to są fajne chwile pełne emocji. Już wszyscy ubrani i przygotowani do wyjścia w morze odliczamy ostatnie sekundy… W końcu zchodzę pod pokład do kabiny nawigacyjnej UKF- kę w dłoń  - RUSZAMY:

         - „ Bosmanat Gdynia, Bosmanat Gdynia Viking prosi..”

         - „ Viking, bosmanat dzień dobry…”

         - „ Dzień dobry, jacht Viking, prowadzący Tomasz Gruszka, 7 osób

         na pokładzie, proszę o pozwolenie wyjścia z portu, kierunek Hel

         odbiór.. ”

         - „ Viking, proszę bardzo, powodzenia.”

         - „Bosmanat, dziękuję, do zobaczenia. Bez Odbioru.”

  S/Y Viking uruchamia silnik, wydaję komendy do rzucenia cum, mała naprzód i ruszamy w kierunku główek portu. Klar morski, pół naprzód, mijamy główki Gdyni. Tradycyjnie otwieramy szampana  za szczęśliwy rejs – 7 szklanek, 8- sma dla Neptuna i wychodzimy na wody Zatoki Gdańskiej.

         Spokojny przelot na Hel. Szczęśliwy chłonę każdą chwilę, w końcu jestem na morzu, przy mnie moja ukochana Madzia, wokoło stara paczka znajomych cóż więcej chcieć. No i co, że leje, no i co, że zimno – w „środku” ciepło. Na Helu jak zwykle urządzamy imprezę, siedzimy wszyscy na pokładzie jednego jachtu. Śpiewamy, rozmawiamy, raczymy się dawką C2H5OH – miło, wesoło i spokojnie.

          Już nie pamiętam jak dokładnie wyglądała nasza marszruta. Pamiętam, że wydarzyła się wesoła przygoda po drodze. Założyliśmy, że z Helu wypływamy daleko w morze i płyniemy tak by dopłynąć do Władysławowa i Łeby. Chyba po wyjściu z Władysławowa po jakimś czasie poszedłem spać pozostawiając pracującą wachtę na pokładzie. Trzeba pamiętać, że wiało żeglarsko. Obudziłem się po 6 godzinach, koledzy mówią, że nie budzili bo super im się płynie, fajny wiatr wciąż ten sam kurs i w ogóle bajkaJ))). Wpisy są zaznaczone idealnie co godzinę, zmienili mapę bo się skończyła – i tu moja nauczka: do następnego wpisu w dziennik i zaznaczenia pozycji na mapie pozostało 30 min wiec nie sprawdziłem bo przecież tak  ładnie wyglądało. Przed 1900 wstaje JS wiec z pokładu proszę go by zaznaczył pozycję i zrobił wpis. No i jakoś tak patrzy, patrzy wygląda na mnie raz i drugi, myślę co jest? W końcu woła mnie na dół – Stary weź sprawdź bo ja zaspany czy co, coś nie gra… sprawdzam….sprawdzam sprawdzamy razem. Mamy błąd! Chłopcy tak dobrze się bawili pogodą i wiatrem, że nie sprawdzili podziałki drugiej mapy, która była inna niż pierwszej. Skutek : zamiast w środku Bałtyku na wysokości Bornholmu jesteśmy na wodach terytorialnych Szwecji. Wychodzę na pokład uśmiecham się, wszystko w porządku więc póki co sytuacja zabawna. Kolega siedzi widać, że zmęczony długą wachtą mówi: „ o mewa – fajnie już pewnie niedaleko..” odwracam się  śmiejąc się pełną gębą „ NO… SZWEDZKA” Razem z JS płakaliśmy ze śmiechu w tej chwili. Zarządzam zwrot przez sztag, tymczasem wiatr cichnie zapada mgła bardzo bardzo gęsta i przestaje być śmiesznie. Noc … cisza zupełna… widoczność pół metra silnik pracuje – ograniczona ilość paliwa a My jesteśmy naprawdę daleko od polskiego brzegu. Mijając po drodze boję nad wrakiem Heweliusza wracamy. Nad ranem, o świcie S/Y Viking wychodzi z mgły prosto w tor podejściowy na główki polskiego portu Łeba. Tu na miejscu odpoczywamy. Zwiedzamy park wydm w Łebie.

          Na drugi dzień wcale się nie spieszymy, śniadanie jeszcze parę chwil zanim wyjdziemy w morze. Powrót bez przystanku na Hel – skąd zabieramy załogi do Gdańska – tam noc i wieczór kapitański. Kończymy w Gdyni następnego dnia wieczorem. Stąd już droga prosta kursem 180 stopni do Krakowa.

 

Wszystkie zdjęcia z rejsu dostępne są w galerii.


back