pamietnik/12/Lipiec-2006-Rejs-Gdynia-Klajpeda-Gdynia

 

      Miesiąc później w towarzystwie dwóch pozostałych jachtów prowadzę rejs do Kłajpedy. Startujemy z Gdyni dobrze już znaną drogą na Hel. Tam obowiązkowo wieczór integracyjny, rano śniadanie i odprawa paszportowa. Wychodzimy w okolicach 1300 kurs na wysokość Kaliningradu.  Muszę przyznać, że odkąd pływam po Bałtyku nie spotkałem takiej pogody jak w drodze w tamtą stronę. 30 stopni w plusie Morze gładkie, wiało 2-3 B w ciągu dnia siedzieliśmy w strojach kąpielowych na pokładzie. Przelot 3 dni – fajny czas.

         Do samego portu podchodziliśmy w wielkiej mgle, z niezłymi emocjami. Na miejscu odprawa paszportowa i plan, że zostajemy na półtorej doby. Odpoczywamy i zwiedzamy co tylko się da. Nieoczekiwanie w nocy kolejnej doby nadszedł sztorm, który zmusił nas do weryfikacji planów i tak w Kłajpedzie zostaliśmy na 3 doby.

Droga powrotna w pogodzie żeglarskiej, przyniosła kolejne doświadczenia. Na wysokości Kaliningradu zaczęły się schody. Na jachcie Grzegorza  wysiadło zasilanie oświetlenia jednostki. Przypomnę, że właśnie w posztormowym Bałtyku z nastającą nocą zbliżamy się do Helu. Grześ prosi o asystę Lady S – idą zaciemnieni nie widać ich. Burta w burtę płyniemy jeden przy drugim. Tuż przed półwyspem fala po sztormowa rośnie z powodu spiętrzenia z wodami zatoki. W pewnym momencie jacht JS oddalony o jakieś 2 mile zaczyna wyglądać dziwnie. Ewidentnie widać, że mają problemy. Niestety brak kontaktu! UKF milczy, telefony komórkowe również. Jacht miotany falą dryfuje w kierunku brzegu. Ustalamy wspólnie, iż Grześ wchodzi na Hel sam a ja wracam i kieruję jacht w kierunku S/Y Favority. Ustalone … tłumaczę załodze co i jak, idziemy kursem na przechwycenie jednostki.  Fala rośnie, wiatr tężeje – to już nie przelewki … ewidentnie JS ma kłopoty to widać mimo, że noc, UKF wciąż milczy, telefony również – Co Tam się dzieje do cholery! Odległość topnieje, widać załogę – wszyscy na pokładzie, niedobrze… Moja Lady S podchodzi kursem zbliżeniowym od lewej burty S/Y Favorita. 5- 3 długości jachtu. Duża mocna fala miota nami, Favorita kołysze się nieprzyjemnie. Wydaje komendę: Uruchomić silnik – cała naprzód! Prędkości nie zwiększe ale mój jacht będzie miał lepszą manewrowość na fali i przy tym wietrze. Podchodzimy już widać rufę Favority – Jej żagle gonią z jednej strony na drugą -  o co chodzi ?! Myślę szybko – uruchamiamy mocny szperacz, który rzuca potężne światło na rufę Favority. Cała załoga w kapokach machają rękami, coś krzyczą…. Morze szumi, wiatr gwirzdze w takielunku nie słyszę Cholera! Nie słyszę co krzyczą , moja załoga też. Odbijacze przygotowane, cumy przygotowane – wszyscy moi ludzie zwarci i gotowi na pokładzie – włączyłem oświetlenie pod salingiem. Jeszcze długość jachtu…. Podchodzimy od lewej – dalej machają rękami … coś słychać… - ….LAJ…  co? Co do cholery krzyczą…  znowu …machają i …LAJ… Podchodzimy Lady S jest na wysokości Favority, dwa metry od linii dziobu, równolegle do Jej burty – 7 metrów odległości po lini wody… Co oni krzyczą… SPIERDALAJ!!...GRUCHA!!…SPIERDALAJ!! … Źle cholera źle i niebezpiecznie …. I w tym momencie Favorita tuż przed dziobem Lady S zaczyna wykonywać niekontrolowany zwrot 90 stopni w prawo. BOŻE !!! KURS KOLIZYJNY!!! Przy tych warunkach masakra – Krzycze do swoich UWAGA!!! STER PRAWO NA BURT!!!! POŁOŻYMY SIĘ !!! Jednocześnie nie zastanawiając się wykładam ster mocną ręką cała w prawo – Silnik całą naprzód (podchodząc zwolniłem do 1/3)        wyje wyje jak cholera – Lady S dostaje dużą falę z prawej burty – prąd grzbietu fali kładzie jacht w jeszcze ciaśniejszy skręt… przechylamy się na lewą burtę. Kąt rośnie widać i słychać kipiel ! kątem oka widzę dziób Favority idzie 180 stopni w przeciwnym kierunku o półtorej metra od mojej lewej burty… udało się –cholera ale przy tym przechyle zahaczę masztem w takielunek stały Favority… Niedowiary jak czas w takich sytuacjach zwalnia – mózg pracuje na najwyższych obrotach!!! Nie, nie zahaczę Favorita też się przechyla tylko na swoją prawą – Uda się uda już wiem…. Odchodzę od Favority – zostaje szybko za rufą …. Gorąco , zimno Gorąco !!! Uf mało brakowało. Wszyscy cali ? pytam? Wszyscy …każdy się melduje… Dobrze – zwalniam odwracam jacht tak bym mógł obserwować co się dzieje z Favoritą – miota tym jachtem na lewo i prawo – nie podejdę w tych warunkach, jak im pomóc? Co się dzieje ? Pytania w głowie …kolega krzyczy by pokonać odgłoś wiatru – Grucha Grześ dzwoni… odbieram telefon…słyszę. SŁYSZĘ KRÓTKĄ KONKRETNĄ WIADOMOŚĆ: JESTEM NA MIEJSCU ZACUMOWANY, DOWIEDZIAŁEM SIĘ, ŻE FAVORITA PRAWDOPODOBNIE STRACIŁA STER ! Z HELU WYCHODZI POMOC ZNIKAJ STAMTĄD koniec rozmowy. Wszystko staje się jasne  - to wszystko wyjaśnia  -wszystko. Kurs na Hel – głębiej w zatokę by ominąć znak kardynalny, już widać światła jednostki która płynie na pomoc Favoricie…. 2 godziny później  TWARDY RESET  WSZYSCY bezpiecznie w porcie… Następnego ranka Grześ naprawił usterkę i razem w dwa jachty tworząc TRIMARAN na cumach i silniku próbujemy odprowadzić Favoritę do Górek Zachodnich. W trzy jachty jednocześnie nie ma szans. Grześ podaje cumy a ja płynę z tyłu jako asysta. Na miejscu już czekała ekipa – przerzucono pasy i podniesiono kadłub z wody. W miejscu gdzie powinna być płetwa sterowa pozostał tylko sworzeń mocujący. Obawy i przypuszczenia się potwierdziły. Późnym popołudniem zgłosiłem wyjście z Górek kierując się do portu macierzystego. Przygody ciąg dalszy – 2 Mm przed Gdynią Lady S straciła silnik … UKF ka do ręki zgłosiłem awaryjne wejście na żaglach do portu. W samym basenie portowym mieliśmy trochę problemów z manewrami portowymi, słabo wiało a do tego basen jachtowy jest osłonięty od wiatru. Finalnie S/Y Lady S przyparkowała prawą burtą „longsidem” w domu. Załoga szczęśliwa, ja spokojny i bardzo szczęśliwy bo przecież rano przyjeżdża po mnie moja ukochana Madzia.  Uroczyście rozpoczęliśmy wieczór kapitański. Następnego dnia wieczorem wracamy kursem na południe…

                                       

 

 Wszystkie zdjęcia z rejsu dostępne są w galerii 


back