pamietnik/13/Maj-2007-Rejs-Szwecja

 

        Tak to miał być rejs do Szwecji. Przygotowywałem siebie i załogę do tego przez jakieś parę miesięcy. Organizowałem spotkania przedrejsowe, opowiadałem o nawigacji, o przepisach, o znakach morskich i o wszystkim co tak naprawdę jest potrzebne.

     Przybyliśmy wyznaczonego dnia do Gdyni, zaształowaliśmy jacht, zgłosiłem wyjście i wyprowadziłem jacht w morze w kierunku na Hel by tam dokonać odprawy. Hmm, plan był dobry tyle, że w drodze mocniej przywiało jakieś 6B jacht maleńki a moja załoga popadła w chorobę morską.. i póki to były dwie osoby ok, 3 gorzej… Finalnie znalazłem się w 1/3 odległości od helu rzeźbiąc pod falę i pod wiatr kiedy straciłem całkowicie załogę. Wszyscy chorowali i to bardzo mocno. Straciłem Grota – potargany nie było kim i już nie mieli siły, by wystarczająco szybko go zrefować , blok rolera foka rozleciał się przy najbliższej fali – odpaliłem silnik zrzuciłem szmaty zaczęło kiwać jeszcze bardziej. Na słabym silniku Lady S nie miała szans dojść w tych warunkach na hel. Odwróciłem dziób i z wiatrem i falą gnałem znów do Gdyni….Myślałem – jasne jeszcze niech stracę silnik i będę pierwszym kapitanem który 3 godziny po wyjściu z portu wraca i jeszcze prosi o asyste. Udało się bezpiecznie wrócić i zaparkować no i jaka zmiana w załodze 10 min na lądzie i wszyscy żyją cieszą się, po chorobie ani śladu. O Szwecji mogłem zapomnieć. By moja załoga okrzepła i mogła spokojnie pływać zaproponowałem wakacje na morzu. Opływaliśmy wszystkie porty zatoki, w przerwach doskonale się bawiąc. Zwiedziliśmy Hel, fokarium, Gdańsk, tam wzięliśmy udział w paradzie jachtów.

Potem wyszliśmy w morze by moja załoga mogła zobaczyć jak to jest gdy ląd znika z pola widzenia. Po drodze trafiliśmy na nieoznaczone sieci powierzchniowe. Nie chcąc ryzykować utraty wału lub śróby wróciłem na Hel na żaglach. Cóż  cumując miałem przygodę–kapitanowie dzielą się ta tych którzy uderzyli mocno w keję i na tych co o tym nie mówią..:) wiec tu naprawa naszej dzielnej Lady

Powrót do portu macierzystego i do domu… tym razem naszego… z ukochana Madzią. Wypoczęci, zadowoleni wracaliśmy świętując w pociągu.

 

Wszystkie zdjęcia z tego rejsu znajdziecie Państwo w dziale Galerii

 


back